Poznaliśmy Mistrzów Ortografii Gminy Świeszyno

8 listopada 2017 r. w Multimedialnym Centrum Kultury e-Eureka - Biblioteka Publiczna w Świeszynie odbyły się I Świeszyńskie Potyczki Ortograficzne! Był to pierwszy tego typu konkurs przeznaczony nie tylko dla młodych mieszkańców naszej gminy, ale i dla dorosłych. Początki są zawsze trudne - w zmaganiach ortograficznych wzięło udział 9 uczestników, którzy zmierzyli się z dwoma tekstami.

Mistrzami Ortografii Gminy Świeszyno 2017 zostali - Magdalena Sobolewska i Jan Sobolewski! Gratulujemy!

Młodsi napisali taki tekst:

"Powoli i nieubłaganie zbliża się koniec roku szkolnego. Kwitną krzewy, pachną kwiaty orchidei, magnolii i frezji. Kwitłyby i żarnowce, a może i na przekór wszystkiemu bukszpany, ale wiosna opóźniła się nieco.
Niejeden z nas już zauważa, że może być zagrożony z historii, geografii czy chemii. Jednakże niechętnie sięgamy do źródeł wiedzy, nie tracąc nadziei na wymarzony cud. Trudno jest nam zhańbić się nauką. Niełatwo zmierzać na czas do szkoły, niechętnie powrócić do żmudnego trudu uczenia się. Na co dzień dopisuje nam dobry humor. Wierzymy, że mamy jeszcze dużo czasu i zdążymy nadrobić zaległości i różne niedostatki w nauce.
Aż wreszcie pełni żalu i nostalgii, ogarnięci różnorodnymi niedobrymi przeczuciami, chwytamy co żywo za książki. Chylimy czoła przed tymi, którzy odważnie i chętnie harują o każdej porze dnia przy podręcznikach. Chwała tym, którzy nie zżymają się już na francuski, szwedzki i ortografię. Znużeni walką, bo tak każą nam rodzice, żyjemy marzeniami o niepohamowanych uciechach wakacyjnych. Podążamy za mrzonkami o tym, że los nas nie ukarze i zdołamy wygrać walkę, otrzymać nie najgorszą cenzurkę i uniknąć chryi w domu."

W tej kategorii zwycięzcą został JAN SOBOLEWSKI, mieszkaniec Krokowa, uczeń I klasy LO im. Dubois w Koszalinie. Drugie miejsce przypadło Hubertowi Lebiodzie - uczniowi Szkoły Podstawowej im. Wisławy Szymborskiej w Konikowie!

W zmaganiach dorosłych uczestnicy mieli do napisania taki oto tekst:

"Były już późnopopołudniowe godziny, kiedy Jan wybrał się niespiesznie na codwutygodniowy spacer po kniei. Poniekąd można by było odwiedzać las częściej, ale Jan tylko z rzadka miał taką potrzebę.
Nie w smak mu były spotkania z watahą rozkrzyczanych przepiórek, hałastrą długoskrzydłych jerzyków przypominających jaskółki, pohukiwania puszczyka, postukiwania dzięcioła czy brodzenie w ohydnej brei błota. W niekłamany zachwyt wprawiały go natomiast chwile, kiedy słońce z wolna chowało się za drzewa, kiedy blask sczerwieniałych wierzchołków sosen był doskonale zharmonizowany z jasnobeżowymi łachami piachu na ścieżkach. Podziwiał ażurowe pajęczyny gdzieniegdzie przeplatane kropelkami wieczornej rosy.
Tego dnia Jan znów postanowił porzucić swój nowo wyremontowany dom, by niespiesznie zanurzyć się w otchłani leśnych ostoi. Na pewno zastanowiłby się dwakroć, gdyby wiedział, co go czeka. Dopiero jednak poniewczasie przekonał się, że ta wyprawa nie zakończyła się jak zazwyczaj.
Jan dotarł na polanę oblaną różowym światłem niczym przezroczystą żorżetą. Pobieżnie przyjrzał się ponadrocznym drzewom sczerniałym
z lekka od mrozu, rzędom tui (albo: tuj) stojących w poprzek polany i zheblowanym pniom buków. Na polanie beztrosko hasały zające, dostojny jeleń chyżo przemknął i zniknął we wnętrzu leśnej ściany. Nie opodal (albo: nieopodal) Jan dostrzegł zszarzały cień. Podszedł bliżej, żeby mu się dokładnie przyjrzeć. Cień najpierw chrząknął niedwuznacznie, potem zamachał czymś, co przypominało ogromne rozcapierzone (albo: rozczapierzone) ręce, a potem znienacka z dzikim rykiem ruszył w kierunku Jana. Wprawdzie Jan nie był tchórzem, ale niepodobna było zachować zimną krew w tej sytuacji. Jego reakcja wydawała się w pełni uzasadniona. Mimo że był zagorzałym przeciwnikiem sportów ekstremalnych, tym razem zrobił najlepszy użytek ze swoich nóg. Półprzytomny zaczął uciekać, biegł przez chaszcze, z lewa i z prawa zahaczał o wystające gałęzie, przerażony nie mógł wydostać się spomiędzy ostrych krzewów jeżyn.
W końcu poharatany przez kolce, półżywy ze strachu i zmęczenia, zszokowany tym, co mu się przydarzyło, wydostał się na pole pełne chabrów i kąkoli. Ten widok uspokoił go bardziej, niżby chciał. Wszak niebezpieczeństwo jeszcze nie minęło. Obejrzał się za siebie. Na skraju lasu stał zażywny jegomość uśmiechający się do Jana jakby od niechcenia. Jan w ogóle nie mógł uwierzyć, w to co się stało. Był zażenowany, że tak poniosła go wyobraźnia i że uciekał z tak błahego powodu. Nieprędko wróci do lasu."

Tutaj najlepszą okazała się mieszkanka Konikowa - MAGDALENA SOBOLEWSKA (zbieżność nazwisk z młodzieżowym mistrzem - przypadkowa :) i ona odebrała tytuł MISTRZA ORTOGRAFII GMINY ŚWIESZYNO 2017! Miejsce drugie dla Mirosława Purty z Chłopskiej Kępy, a trzecia pozycja dla Kamili Marsickiej z Niedalina

Wszyscy uczestnicy ortograficznych potyczek otrzymali nagrody książkowe, a najlepsi - statuetki oraz piękne pióra z dedykacją.

Konkurs został zorganizowany w ramach realizowanego przez MCK e-Eureka - BP projektu "Słowa i opowieści w historii Świeszyna". Projekt realizowany w ramach programu Narodowego Centrum Kultury - "Ojczysty - dodaj do ulubionych".